Ach te konkursy, etap napływu zgłoszeń to czysta sielanka, bo nie dość, że możemy poznać Was bliżej i przeczytać dużo pięknych historii, to jeszcze jest na co popatrzeć! Za to etap wyboru zwycięzcy to już ból, pot i łzy. Bo jak tu tak, z tylu prac, wybrać tylko trzy?

Łatwo nie było, ale mus to mus. Mimo wszystko, mamy poczucie, że wraz z Qrkoko wybraliśmy te naprawdę najlepsze z najlepszych. Sami zobaczcie:

I miejsce

Pierwsze miejsce i 200 zł na zakupy w pasart, zdobył smok. No dobra, nie smok, a Asia, która go wykonała. Jak ona to zrobiła, to my nie wiemy. Znaczy się, niby wiemy, ale jednak… efekt to prawdziwe WOW!

Asia jest właścicielką prawdziwego koralikowego zoo, zaczęło się od krokodylków, a teraz są tam i rybki i szczury, i ptaszki i żółwiki… no i on: zwycięzca całego konkursu, czyli smok. Dorodny, piękny i naprawdę precyzyjnie wykonany. Wyobraźcie sobie ile pracy i cierpliwości musiało wymagać stworzenia takiego dzieła. My potrafimy sobie to wyobrazić, dlatego uznaliśmy, że ta praca musi otrzymać najwyższe wyróżnienie!

Zobaczcie co o początkach swojej przygody z rękodziełem pisze Asia:

“Na początku mojej wypowiedzi chciałabym podziękować za zorganizowanie tego konkursu. Nie spodziewałam się, że poszukiwanie początków mojego rękodzieła może wywołać tyle uśmiechów na mojej twarzy. Przypomniało mi się wiele wspaniałych wspomnień, za co bardzo Państwu dziękuję. Dzięki temu konkursowi zdałam sobie sprawę z tego co miało wpływ na moje dzisiejsze rękodzieło.
Moja przygoda z koralikami zaczęła się w dzieciństwie w momencie kiedy z bratem jeździliśmy na wakacje do naszej babci na wieś. Wraz z moim starszym bratem mieliśmy szalone pomysły. Jednym z nich było wchodzenie po ogromnej drabinie na strych znajdujący się w stodole. Oczywiście było mam to zakazane przez rodziców. Nigdy nie zapomnę jak na babcinym strychu przegrzebywałam różne szafki, szafeczki, kartony i skrzynie w celu poszukiwania skarbów. W jednej ze skrzyni oprócz starych zabawek znalazłam stare korale i naszyjniki mojej babci. Było ich wiele, głownie z drobnych szklanych koralików. Większość z tych korali i naszyjników była porozrywana lub miała uszkodzone zapięcia. Bardzo długo prosiłam swoją mamę o to, aby zapytała się babci czy mogę je wziąć, ponieważ sama się wstydziłam babcię o to zapytać. Chodziłam wtedy do podstawówki. W końcu gdy babcia się zgodziła byłam prze szczęśliwa. Wiele razy przerabiałam otrzymane od babci naszyjniki, robiłam z nich bransoletki, naszyjniki, kolczyki i inne. Pierwsza moja bransoletka wyglądała tak, że na żyłkę nawleczone były 5 szklanych koralików w kolorze srebrnym i 1 błękitny. Najcudowniejsze jest to, że do tej pory posiadam te koraliki :D
Od tego czasu przerabiałam różne techniki tworzenia biżuterii. Gdy miałam 16 lat pojechałam z moją przyjaciółką na kolonię do Gozdawy. Podczas podróży pociągiem poznałyśmy naszą współlokatorkę, która w czasie podróży robiła coś z koralików. Pamiętam jak dziś, że miała wysypane koraliki na pokrywce od słoika w kolorze pomarańczowym i zielonym. Pokazała nam oczywiście swoje dzieło, które tworzyła w bardzo sprawny sposób. Był to mały zielono- pomarańczowy krokodylek stworzony z drobnych szklanych koralików i żyłki. Karolina nasza kolonijna współlokatorka robiła z nich kolczyki. Od momentu, gdy go zobaczyłam postanowiłam, że nauczę się też takie krokodyli robić. Niestety koleżanka robiła wszystko, żebyśmy nie poznały jej „tajnej” techniki tworzenia krokodylków. Starałam się ile mogłam kącikiem oka podpatrzeć jak ona to robi. Gdy po koloni wróciłam do domu od razu pobiegłam do pasmanterii w celu kupienia koralików oczywiście w kolorze pomarańczowym i zielonym. Zaczęłam moje zmagania z tworzeniem krokodylków. Metodą prób i błędów starałam się stworzyć mojego wymarzonego krokodylka. Długo zastanawiałam się jak go zrobić. Na początek postanowiłam stworzyć projekt na kartce, który wiele razy przerabiałam. W końcu udało mi się go stworzyć. Byłam prze szczęśliwa i uważałam, że był on najcudowniejszy na świecie. A wyglądał mniej więcej tak:

koralikowy krokodyl

I tak naprawdę od niego zaczęła się cała przygoda z koralikami.
Krokodylek na zdjęciu powyżej nie jest pierwszym który powstał. Powstało ich o wiele, wiele więcej. Bardzo dużo moich znajomych chciało mieć takiego krokodylka. Powstały w różnych kolorach, miały rożne oczka. Oto jedne z ich:

krokodyl z koralików

Największa moja fanka czyli moja mama zamówiła sobie również krokodylka, ale w kolorze różowym, ponieważ miał pasować do jej telefonu komórkowego. Oczywiście wyszedł przekomiczny i w kolorze różowym średnio przypominał krokodylka, ale najważniejsze, że mamę się podobał.
Kolejne moje działa zaczęły powstawać w bardzo szybkim tempie. Powstały:

  •  rybki

rybka z koralikow

  • jeżyki

jezyk z koralikow

  • ptaszki

ptaszek z koralikow

  • szczurki

szczurek z koralikow

 

  • żółwiki

zolwik z koralikow

  • smoki

smok z koralikow

oraz wiele, wiele innych.
Zielony smok ze zdjęcia powyżej był robiony w momencie, gdy chodziłam do gimnazjum. Pamiętam, że zajął mi wiele godzin podczas przerwy świątecznej. Przy jego tworzeniu miałam włączony telewizor, w którym leciał na TVN Ekspres Polarny. Niesamowite jest to ile z tym smokiem mam wspomnień i jak dokładnie pamiętam kiedy go robiłam. :) Miło sobie to przypomnieć.

Na konkurs postawiłam przygotować specjalnego smoka, dużo większego niż zielony smok. Zawsze chciałam go zrobić, ale nie miałam do tego, aż takiej dużej motywacji. Po zielonym smoku powiedziałam, że nigdy tego nie powtórzę, ze względu na ilość godzin jaką trzeba na niego poświęcić. Pamiętam, że w tamtym okresie nie używałam igieł do nawlekania koralików, ponieważ nie wiedziałam że coś takiego istnieje. Męczarnią było nawlekanie tych koralików na żyłkę, a potem przewlekanie je drugą żyłką. Teraz jest mi trochę łatwiej. Muszę wspomnieć, że żyłkę otrzymywałam od mojego taty. Z tego co mama mówiła to dawał mi najlepsze żyłki do wędkowania jakie miał.
Smoka konkursowego robiłam przez cały tydzień, w każdej wolnej chwili. Nie wspomnę o tym ile igieł do nawlekania koralików połamałam. Całe ręce pokutę, palce obolałe od przeciągania igły przez koraliki, ile złości w momencie gdy przeciągam igłę żyłką po raz enty przez koralik a on pękał wrr… ale uważam, że mimo to było warto. Bardzo jestem z siebie dumną, że mi taki wyszedł i udało mi się go skończyć
Oto efekt:

smok z koralików

A oto dla porównania zdjęcie przedstawiające pierwszą i ostatnią pracę stworzoną specjalnie na ten konkurs. Widać jaki postęp poczyniłam :)”

smoki z koralikow

 

Prawda, że Asia zasłużyła na pierwsze miejsce :)?

II miejsce

Drugie miejsce i 150 zł na zakupy w Pasart zdobyła Danuta. Jej praca to z kolei piękne podsumowanie 40 letniej przygody z rękodziełem. Niezwykła precyzja, mnóstwo szczegółów dopracowanych w każdym calu, a wszystko to przygotowane własnoręcznie. To wszystko składa się na piękny efekt końcowy, którego nie można było nie wyróżnić. No i kto by pomyślał, że pod tymi wszystkimi ozdobami kryje się pudełko po Rafaello :)?

cartonagge

Praca Danuty to nie tylko to dzieło, które widzicie na zdjęciach, ale i piękna historia, która ukazuje jak kształtowała się jej pasja. Cenna lektura, szczególnie dla tych, którzy swoją przygodę z rękodziełem dopiero zaczynają.

Danuta swoją historię opisuje tak:

“Witam serdecznie. Nazywam się Danuta i odkąd tylko sięgam pamięcią jestem zagorzałą rękodzielniczką, czyli jestem nią już od dobrych ponad 40 lat życia. Już w czasach wczesnego dzieciństwa  miałam codzienny kontakt z rękodziełem, ponieważ  moja mama dużo haftowała oraz robiła na szydełku i drutach. W latach mojej młodości, kiedy to nie było zbyt wielu rozrywek  musieliśmy sami sobie wymyślać jakieś zabawy i uatrakcyjniać wolne chwile.

Moja pierwsza przygoda z rękodziełem rozpoczęła się jeszcze w szkole podstawowej,a dokładniej mówiąc już w  pierwszej klasie. Wtedy to po raz pierwszy  dowiedziałam się ,że św.mikołaj nie istnieje. O dziwo nie byłam smutna z tego powodu i nie zmartwiłam się  zbytnio, bo w głowie od razu pojawiła się pewna myśl. Wpadłam na pomysł, że zrobię sama mojej mamie  prezent pod choinkę. W latach 70-tych w sklepach mało co było, nawet zresztą w tym wieku nie miałam żadnych kieszonkowych, dlatego było to dla mnie nie lada wyzwanie. Bo co tu zrobić i z czego? Przez cały tydzień chodziłam i myślałam nad niespodzianką.

Pamiętam do dziś, że był poniedziałek rano, a ja z bólem gardła zamiast do szkoły powędrowałam prosto do lekarza. Okazało się, że mam anginę i przymusowe leżenie w łóżku przez tydzień. Kiedy gorączka spadła i zaczęłam nabierać sił, powróciła myśl owego prezentu dla rodziców. I wtedy wpadł mi w oko pewien mały koszyk, w którym mama trzymała różne nici, muliny i skrawki materiału. Oczy mi się zabłyszczały jak zobaczyłam złotą nitkę, a w tamtych czasach takie widoki nie zdarzały się zbyt często. Od razu wiedziałam, że to jest strzał w dychę.
Żaden kolor nie wywarł na mnie wtedy takiego wrażenia jak te złote nici , które były cudnie błyszczące i ogromnie przykuwające uwagę małej dziewczynki. Postanowiłam, że nimi coś wyhaftuję, choć nie miałam zielonego pojęcia jak to się robi. Ile ja się wtedy namęczyłam, aby coś miało ręce i nogi. Codziennie, potajemnie jak rodzice byli w pracy wyszywałam gwiazdki i je prułam, gdy wychodziło krzywo. O ile pamiętam materiałem było szare płótno i to na nim ślicznie ta złota nić błyszczała.

Ale to nie była jedyna technika, która zapoczątkowała moje dalsze rękodzielnicze podboje.
Nie chciałam podarować mamie tylko wyhaftowanej szmatki i wtedy jako pierwszy raz zmierzyłam się z techniką cartonagge. Pomyślałam,że okleję tym moim haftem jakieś pudełko, aby mama miała coś ładnego, gdzie będzie przechowywać swoje szydełka. Niedoświadczona w klejeniu materiałów nałożyłam tyle kleju, że pod materiałem porobiły się grudki a wszystko się dziwnie pomarszczyło. Już nie wspominam o tym, że wtedy o wikolu się nie słyszało a „magic” był tylko w cyrku. Mimo tego byłam z siebie ogromnie dumna, że dałam radę a niespodzianka świąteczna spodobała się.

Po tym udanym debiucie zapisałam się w szkole na kółko hafciarskie i uczestniczyłam na nie aż do 8 klasy szkoły podstawowej. Moja miłość do ozdabiania wszelkich pudełek nie przeminęła po dziś dzień. Upłynęło wiele, wiele lat a ja uwielbiam je nadal robić, co jakiś czas tworzę nowe, wykorzystując kolejne techniki jakie poznaję.

Czy dostrzegam jakieś postępy w swojej pracy rękodzielniczej? Oczywiście, że tak. Kiedyś tworzyłam zwykłe pudełka, które były oklejone tym co wyhaftowałam. Teraz robię je zupełnie inaczej. Po pierwsze mają różne formy i kształty, dbam o każdy szczegół, detal i dobór kolorów. Bardzo ważna jest dla mnie staranność wykonania, muszę mieć wszystko zrobione na tip-top, nie może być żadnych skrzywień czy niedociągnięć. Wykorzystuję wiele różnych materiałów i dodatków, nie tylko kupionych, ale też często z odzysku czy recyklingu. Tak było do niedawna z firaną, która doskonale sprawdziła się w tego typu pracach.

A praca przygotowana na zabawę jest kolejnym postępem w mojej przygodzie z techniką  cartonagge . Ponieważ od niedawna uczę się makramy i wyrobów biżuteryjnych to w mojej nowej pracy nie mogło zabraknąć  tych nowych elementów. Jest troszkę haftu,trochę koralików ,perełek i innych świecących dodatków. Do pracy użyłam puste pudełko po rafaello Perełki i koraliki są doszywane do kwiatków a kompozycja zrobiona w formie przestrzennej, tylko szkoda, że fotki tego nie oddają. Oczywiście nie mogło tu zabraknąć koralików frozen, w których zakochałam się ostatnio. Obowiązkowo wszystko jest  obrobione złotą nitką, bo to od niej  zaczęła się moja przygoda z rękodziełem. Całość kolorystycznie pasuje do mojego pierwszego pudełka sprzed wielu lat.

szkatuła koralikowa

Marzy mi się w przyszłości stworzenie pracy z wykorzystaniem makramy i koralików, która nie będzie w formie biżuterii, tylko czymś zupełnie nowym, jeszcze nie znanym, czymś co będzie zaskakiwało i przykuwało uwagę każdego. To tyle w skrócie o mojej pierwszej przygodzie rękodzielniczej i pasji, która nigdy nie przeminie i będzie trwać wiecznie. Pozdrawiam serdecznie cały zespół pasartu.”

III miejsce

Trzecie miejsce i 100 zł do wykorzystania w sklepie pasart, zdobyła Dagmara. Jej praca to z kolei coś, co z wielką chęcią byśmy przygarnęły do swoich kuferków z biżuterią. Przepiękne kolczyki i naszyjnik. A że wiemy dobrze jakich umiejętności wymaga stworzenie takiego sutaszowego dzieła, to cóż. Nagroda się jak najbardziej należy!

Dagmara pisze, że jej przygoda z rękodziełem zaczęła się przypadkiem… ale my jesteśmy zdania, że nic się nie dzieje przypadkiem, a już na pewno nie tutaj, bo Dagmara ma prawdziwy talent! Patrzcie i podziwiajcie:).

sutaszowy naszyjnik

Dagmara o swojej przygodzie pisze tak:

“Witam,
Moja przygoda z sutaszem zaczęła się zupełnie przypadkowo. Skończyłam studia, szukałam pracy i miałam za dużo wolnego czasu ;). Był to koniec 2011 roku. Pamiętam swoje pierwsze kolczyki, były dwustronne, bo jeszcze nie miałam filcu, którym mogłabym je podkleić. Szyłam zwykłą nitką, kolor kobaltowy i kremowy, wyglądały okropnie, ale ja je pokochałam ;). Starałam się je znaleźć niestety leżą gdzieś prawdopodobnie w jakimś pudełku i znajdą się jak już nie będą potrzebne ;). Za to mam bransoletkę, którą na tamten czas uznałam za wyjątkowo udaną ;p – szara z kolorowymi koralikami, miłość do szarości pozostała mi do dnia dzisiejszego :). Dlatego na konkurs jest komplet szaro-żółty, wisior i kolczyki. Planowałam wykonać coś większego niestety czas i choroba mi to uniemożliwiły :). Ciepło pozdrawiam.”

 

Wygrać mogły tylko 3 osoby, ale faktem jest, że nadesłaliście do nas całe mnóstwo wspaniałych prac i historii. To niezwykle cenne materiały, szczególnie dla tych osób, które są na początku swojej drogi. Wasze historie to ogromna dawka motywacji, która pokazuje, że nie warto się zniechęcać, gdy na początku nie wychodzi. Praktyka czyni mistrza i to dosłownie! Dlatego pozostałe zgłoszenia również Wam zaprezentujemy. I to już niedługo! Do zobaczenia :)!