Mamy bardzo bogaty rynek półfabrykatów biżuteryjnych. Metale posrebrzane, pozłacane, szlachetne, oraz stal chirurgiczna. Jak w tym wszystkim zdecydować co będzie dla nas najlepsze? Co nie zrujnuje kieszeni, ale też zadowoli jakością? O tym wszystkim w poniższym tekście. Wytłumaczę Wam dlaczego osobiście wybieram stal chirurgiczną, a nie inne metale.

Kiedy zaczynałam przygodę z tworzeniem biżuterii totalnie nie miałam pojęcia co mam kupować. Chciałam mieć wszystko. Nie wiedziałam czym się różnią poszczególne koraliki, kamienie, zawieszki, bigle.  Biegałam sobie wzrokiem po sklepach internetowych i wybierałam same bzdury w stylu 100 bigli za 2zł.

Myślicie sobie : „co ta dziewczyna miała w głowie?” Cóż na swoje usprawiedliwienie pragnę nadmienić, że zaczynałam robić biżuterię 10 lat temu – od składaków (koralik do koralika na szpilce, plus bigiel). Nie miałam pojęcia, że „posrebrzane” to nie to samo co „srebrne”. A stal chirurgiczna kojarzyła mi się tylko ze skalpelem i śrubami w nodze, które nie będą pikać na lotniskach. (Jak się potem okazało nawet w tym nie miałam racji, bo tam stosuje się raczej tytan, no ale trudno :) )

Jednak człowiek uczy się całe życie :). Moment w którym zobaczyłam jak po roku wyglądają te „niesamowite” bigle, był momentem w którym pomyślałam „oj wtopiłaś Justyna, wtopiłaś całe 2 złote, a jesteś studentem i za tą kwotę jesteś w stanie ugotować sobie obiad.” Śmiejcie się, śmiejcie, ale postanowiłam szukać innych rozwiązań.

Kiedyś wydawało mi się, że jedyną alternatywą będzie zakup srebrnych półfabrykatów. Których cena, ale i jakość jest dużo wyższa. Jednak przyznam szczerze – nie widziałam sensu w kupowaniu tak drogich artykułów skoro robiłam biżuterię tylko dla siebie i znajomych, którym mogłam ewentualnie te sfatygowane wymienić (o ja głupia).  O stali chirurgicznej dalej myślałam tylko w kontekście operacyjnej… czyli szczerze mówiąc, nie myślałam wcale, bo od chirurgów trzymam się z dala.

Dlatego srebro omijałam szerokim łukiem uznając je za niepotrzebny zbytek. Podejście zmieniło mi się wraz z momentem, kiedy moje dłonie uszyły pierwszy sutaszowy kolczyk, a ja stwierdziłam, że za nic w świecie nie przywieszę do niego bigla, który kosztuje mniej niż ziarnko maku. Kupiłam srebrne półfabrykaty, nie czytając wcześniej zbyt wiele o srebrze. Wiedziałam tylko że jest próby 925 czyli najlepszej. I ,że ogólnie oh, ah jak super :) No i było, a potem ku mojej rozpaczy zaczęło czernieć. Pomyślałam sobie „o żesz oszukali mnie. Znowu Justyna wtopiłaś. Tym razem więcej niż 2 złote”. Całe szczęście zanim napisałam do sklepu jak to jestem zła, smutna i że ich nie lubię, wylałam całą moją frustrację na osobę, która była najbliżej, czyli moją mamę. Ona właśnie ze śmiechem poinformowała mnie, że gdybym nosiła te wszystkie łańcuszki i pierścionki z komunii to bym wiedziała, że srebro czernieje i trzeba bardziej o nie dbać. Wiem, że Wy to wszystko wiecie i czytając to, myślicie: „rany boskie, mózg ameby.” Ja też tak wtedy pomyślałam. I bardzo mocno zainteresowałam się tematem, bo w tamtej chwili uświadomiłam sobie, że właściwie pokochałam robienie biżuterii i kto wie, może kiedyś będzie to moim sposobem na życie. I tak też się szczęśliwie stało! Chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć, dlaczego po burzliwych początkach ze srebrem, wolę stal chirurgiczną od innych metali.

Zacznijmy od plusów i minusów poszczególnych metali:

Elementy posrebrzane

Pierwszy plus to fakt, że cena jest przystępna i kusząca. Stanowczo niższa niż srebra, czy stali.

Drugim plusem jest łatwa dostępność i różnorodność. Możemy kupić  miliony zawieszek, końcówek, bigli, krawatek, łańcuszków itd. Ta rozmaitość sprawia, że bardzo chętnie po nie sięgamy. I nie ma w tym niczego złego. Materiał jak materiał. W myśl zasady cena czyni cuda dzięki takim półfabrykatom możemy sprzedać naszą biżuterię taniej. A klient też powinien rozumieć, że skoro cena jest niższa to nie jest to materiał, który posłuży mu na wieki. Przynajmniej dla mnie zawsze było jasne, że jeśli kupuję kolczyki za 15/20 zł to nie jest to ani stal, ani tym bardziej srebro.

Także mamy dwa plusy. Różnorodność i dostępność. Teraz trochę o minusach.

Pierwszy – elementy posrebrzane są podatne na uszkodzenia mechaniczne i zniszczenie. Nie polecam kąpieli w morzach, oceanach, a nawet rzekach, czy wannach. Bo takie półfabrykaty ciężko znoszą moczenie. Wchodzenie w nich do wody to istne biżuteryjne morderstwo. Warto informować o tym klientów, bo nie muszą tego wiedzieć. A jeśli chcemy żeby klient – po pierwsze wrócił a po drugie nie zszargał nam opinii, to musimy się stosować do podstawowej zasady – klientów się nie okłamuje. Nigdy!

Drugi minus  – po pewnym czasie z takich półfabrykatów może zedrzeć się farba, co też raczej nie dodaje im uroku.

Minus numer trzy – dla mnie najgorszy z możliwych – czernieje/szarzeje czy nazywajcie to jak chcecie. Po prostu traci kolor i blask. Jeśli decydujecie się na półfabrykaty „hurtowo kupowane”, to miejcie pewność, że trzymacie je w odpowiedni sposób. Najlepiej w zaciemnionym miejscu z dala od wilgoci.

Czwarty minus – uczulenia. Mnie akurat jak na razie nigdy nie uczuliło totalnie nic poza pryskanymi winogronami, a to i tak tylko na chwilkę. Ale niestety ostatnio co raz częściej słyszy się o uczuleniu na nikiel. To też ważna sprawa, kiedy decydujecie się na wybór półfabrykatów. Tego typu elementy zawierają nikiel.

Do jakich prac zatem używać elementów posrebrzanych? Ja to nazywam “do sezonowych” czyli modowych, które nie są pracochłonne, za to mega modne :).


bransa_

Srebro

Największym plusem srebra jest to, że jest srebrem :). Mimo wszystko biżuteria srebrna o próbie 925 (czyli tej najwyższej) stoi mocno na pozycji „wysoka jakość”.  Powiedzenie „sprzedaję srebrną biżuterię” dalej robi na klientach wrażenie. Na pewno brzmi to lepiej niż „chodźcie do mnie na stal” – chyba że spotkacie Iron Mana, wtedy warto spróbować :D. Nieważne czy sprzedajecie sutasz, haft koralikowy czy jesteście mistrzami w beadingu. Na dźwięk słowa srebro włącza się myślenie o „biżuterii ekskluzywnej”.

Drugi plus to to, że ma ładny kolor, że można ją oksydować. No i tyle z plusów jak dla mnie. Pragnę nadmienić, ze mówimy tutaj o półfabrykatach, a nie np. wire wrappingu dla którego srebro jest jak amen w pacierzu.

Pierwszy minus – srebro nienoszone zbyt często czernieje i pokrywa się warstwą tlenków. Noszone pod wpływem kontaktu z powietrzem (a raczej tlenkami siarki w nim zawartej) też czernieje. Trzeba je czyścić specjalnymi środkami. Nie jest to trudne jeśli mamy bigiel z perełką. Ale jeśli mamy ów bigiel, a na nim sutaszową, czy koralikową biżuterię, to już pojawia się pewien problem z czyszczeniem. Trzeba wymyślić coś, żeby nie uszkodzić całości.

Drugi minus – to cena. Koszty szczególnie na początku, kiedy się zatowarowujemy są dosyć wysokie. Jeśli chcemy kupić więcej srebrnych elementów- musimy sporo zainwestować.

Trzeci minus – podatność na uszkodzenia mechaniczne. Srebro 925 czyli tej najwyższej próby jest dosyć miękkie. Aby ją utwardzić dodaje się innych metali, jednak wtedy próba jest już niższa.

Czwarty minus – związany ze sprzedażą –  argument, który mnie jako początkującego przedsiębiorcę całkowicie odciął od srebra. Aby móc je sprzedawać trzeba od razu przejść na Vat. I zakupić kasę fiskalną.  Srebro jest metalem szlachetnym, a w Polskim prawie metale i kamienie szlachetne podchodzą pod taki, a nie inny sposób rozliczeń. Kiedy wybierałam sposób rozliczania swojej działalności i pomyślałam o kosztach i o tym jakie to skomplikowane stwierdziłam, że trudno, jakoś się bez srebra obejdę, ale nie zawieszę sobie vatowej pętli na szyi. Przynajmniej na razie. Dlatego dziewczyny miejcie tą świadomość, bo może niektóre z Was nie wiedzą, ale złoto/srebro/kamienie szlachetne podlegają pod Vat. I nie da się nic z tym zrobić. No i przy okazji srebro też czasem uczula.

Stal chirurgiczna/nierdzewna.

Dlaczego mnie tak zachwyciła?

Zacznijmy od tego, że znana jest głównie z wykorzystywania jej w przemyśle czy medycynie. Ale od kilku lat z sukcesem podbija serca rękodzielniczek. Do wyrobu artykułów biżuteryjnych wykorzystuje się stal : 1.4301/1.4307, 1.4401/1.4404 (AISI 304/304L, 316/316L) Warto znać te oznaczenia. Chociaż nie spotkałam się jeszcze nigdy, żeby półfabrykaty były wykonane z innego rodzaju stali. Ale zawsze możecie podpytać :) A teraz znowu zacznijmy od plusów.

Po pierwsze – dzięki lepszym własnościom mechanicznym elementy ze stali chirurgicznej są bardziej odporne na uszkodzenia. Stal jest twardsza i nie odkształca się.

bran

Po drugie – czas nie robi na niej wrażenia :) to znaczy, że w końcu mamy metal idealny, który nie czernieje. Kontakt z wodą czy kosmetykami nie powinien wpłynąć na kolor, kształt czy twardość stali. Osobiście przetestowałam i faktycznie jak na razie się sprawdza :)

Po trzecie – Cena też jest plusem. Oczywiście stal jest droższa od półfabrykatów posrebrzanych, ale tańsza niż srebro. Więc warto porównać sobie ceny, zanim się zdecyduje czy warto dokładać do srebra (mówię tu szczególnie do osób, które nie sprzedają swoich prac, lub nie są jeszcze na vacie).

Po czwarte – dostępność stali jest co raz  większa. Pojawiają się nowe zawieszki, nowe bigle, krawatki itd. Dlatego mam przeczucie że niedługo z powodzeniem wśród rodzajów zawieszek będziemy mogli grzebać godzinami tak jak to ma miejsce z tymi posrebrzanymi. Tym bardziej ze stal pojawia się też w kolorze złotym.

filigran

No i na koniec kwestia uczuleń. Stal ma w sobie nikiel. Nie dajcie sobie wmówić, że nie ma bo czarno na białym w składzie znajdziemy jej obecność. Jednak nie wydziela jej do organizmu (wybaczcie nie wytłumaczę jak to działa. Ale działa. Faktycznie większość osób, które srebro uczula mogą z powodzeniem i bez uszczerbku na zdrowiu nosić stalowe elementy). Jednak mimo wszystko jeśli jesteście uczuleniowcami zanim na hurra zrobicie kilkutysięczne zamówienie jeszcze się sprawdźcie. Znam osobiście osobę, która na stal także ma uczulenie. Więc zawsze możecie być w grupie podwyższonego ryzyka :).

Niemniej przekopałam otchłań internetową łącznie z forami dla rękodzielników i wiele było wypowiedzi, że nie ma nic cudowniejszego dla uczuleniowców niż stal. Więc możemy ją zaliczyć do jednego z bardziej bezpiecznych metali.

rodonit_mages_nierdzewny

A teraz minusy- … hm… może ciemniejszy kolor? Jak jakieś znajdziecie dajcie znać – dopiszemy :)

Ufff rozpisałam się co? Ja to jednak nie umiem szybko i bezboleśnie :D

Podsumowując

Każdy metal ma swoje plusy i minusy. Same musicie się zastanowić co Was najmocniej przekonuje i co chcecie sprzedawać swoim klientom, lub rozdawać przyjaciołom. Jednak wspaniałe jest to, że dostępność i różne nowe wzory wszystkich tych metali ciągle się powiększa. Dzięki temu mamy większą możliwość wyboru, testowania i kombinowania, a o to przecież chodzi. W myśl zasady im więcej tym lepiej. Ilość godzin spędzonych na wyszukiwaniu półfabrykatów drastycznie się powiększy :D

A wy jakich półfabrykatów używacie najczęściej?

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna

Specjalnie dla Was utworzyliśmy grupę zrzeszającą pasjonatów biżuterii ręcznie robionej. Do grupy należą zarówno osoby początkujące, jak i bardziej zaawansowane, również te, które tworzą dla Was kursy. To tutaj możesz pochwalić się swoimi projektami, zapytać o radę, wyjaśnić wątpliwości odnośnie kursów, zgłosić swoje propozycje kursów, a także nawiązać nowe znajomości, z ludźmi, którzy mają takie samo hobby jak Ty :). Zapraszamy! Do grupy możesz zapisać się tutaj.

^3AB470695AB991F0B1E315DF8A5E9BAC076E0DFF9B76D1B6DC^pimgpsh_fullsize_distr

 

Justyna Kąkol znana także jako GithagoArt. Miłośniczka kolorowych sznurków i dobrych kamieni. Wraz ze swoim czarnym jak noc kotem tworzy tutoriale poświęcone hand made i DIY. Ciągle wpada na nowe pomysły, które najbliższe otoczenie musi znosić i przyjmować z entuzjazmem. Trochę wiedźma, trochę dziecko kwiatów. Kocham to co robię i chcę zhandmadować świat :)