Każde hobby ma swoje gadżety. Nasze również. Jednak ten tekst nie będzie do końca o tym. Brak tu szydełkujących mieczy świetlnych, piór samorysujących projekty czy zegarków wydłużających dobę (chociaż te by się serio przydały). Dzisiaj chciałabym powiedzieć Wam, o totalnie prostych akcesoriach, o których powinien wiedzieć każdy rękodzielnik. Pewnie dla wyjadaczek nie powiem nic nowego. Ale może akurat wpadłyście w rutynę, i o jakimś zapomniałyście. Akcesoria rękodzielnika bez których ciężko żyć to takie, które ułatwiają nam pracę i rozwój. Bez niektórych nie da się opanować danej techniki. Można próbować zastępować je artykułami DIY, które są tymczasowe. Ale jeśli zaczaruje Was coś nowego, to aż żal nie inwestować w ułatwiające pracę narzędzie. Natomiast bez reszty da się żyć – tylko po co :D? Skoro życie z nimi jest o niebo łatwiejsze.

Druty i szydełka

Lubicie chińską kuchnię? Ja uwielbiam, jednak nigdy nie opanowałam posługiwania się pałeczkami. Niemniej zawsze, kiedy zamawiam coś na wynos to je dostaję. Ostatnio zauważyłam pewną zależność pomiędzy dwoma drewnianymi tworami, których nie umiałam się nauczyć. Na jednym ze spotkań rękodzielniczych w Warszawie stwierdziłyśmy, że rękodzielnicy są uzależnieni. Na początku pomyślałam sobie, że absolutnie nie. Że po prostu tak kochamy swoje hobby. A potem  moja galopująca fantazja podsunęła mi pewien obraz. Zobaczyłam siebie – próbującą dziergać pałeczkami chińskimi. Da się? da się :D trzeba by je było tylko nieco bardziej naostrzyć :D A tak szczerze – zawsze myślałam, że jak opanuję szydełko, to druty tym bardziej. Ale jednak nie. Stwierdzam z całą stanowczością, iż są to dwa różne akcesoria. Posiadam dwa rozmiary drutów, które tak sobie wegetują, natomiast szydełek mi wiecznie mało. Chociaż mam komplet, to zawsze zabraknie mi albo drobniejszego, albo grubszego. Do czego zmierzam? Do tego, że choć znane jest nam dzierganie rękami, czy samymi palcami, to jednak nic nie zastąpi profesjonalnych, stabilnych i dopasowanych rozmiarami drutów i szydełek. Dlatego jeśli chcecie zacząć przygodę z włóczkami (a chyba każdy rękodzielnik prędzej czy później się otrze o takie chęci). To pamiętajcie, że dobrze dobrane akcesoria sprawią, że łatwiej się nauczymy. I jeśli nie wyszło Wam z drutami, nie oznacza to, że nie wyjdzie z szydełkiem. Tak samo odwrotnie. Ale zdradzę Wam jedno. Jak już się polubicie, to potem szybko zamieni się to w przyjaźń, a w rezultacie miłość. I sami poczujecie jakościową różnicę w akcesoriach, dlatego wybierajcie tylko te wysokiej jakości. A pałeczki do chińszczyzny zostawcie w spokoju :)

druty i szydełka

 Dyski, szpulki i ciężarek do kumihimo

Bransoletki można robić na wiele różnych sposobów – wiecie to z naszego bloga. Jednak, kiedy przychodzi nam zrobić szybkie i proste, ale jednocześnie fantazyjne – to przydało by się wsparcie. I tutaj pojawia się nasze zaczarowane kumihimo. Kiedy byłam w podstawówce robiliśmy breloczki w różnych formach z gumek i sznurków. Używaliśmy do tego tylko rąk. Jakie życie było by prostsze, gdybyśmy wiedzieli o istnieniu tych japońskich cudów. I choć w tym pięknym, kolorowym kraju robiono sznury i pasy na magicznych kołach już od dawna, to ja dowiedziałam się o nich stosunkowo późno. Nie wiem jak Wy, ale ja czasami lubię się pobawić w DIY, szczególnie, kiedy prowadzę warsztaty np. charytatywne i kupienie 30 dysków nie wchodzi w grę. Wpadłam kiedyś na “genialny” sposób zrobienia dysków z tektury. Taki pudełkowy recykling. Czy się da? Tak da się. Czy polecam? Nie.  Nadają się właściwie tylko do pokazania jak się robi bransoletki na 7 sznurków.  Ale po zrobieniu dwóch tektura jest już do wyrzucenia. Wycięcie jej, przygotowanie, ponumerowanie troszkę zajmuje. O ile na warsztaty może  się nadać, to jeśli sami chcecie zacząć przygodę z kumihimo – nie warto marnować czasu.  Jeśli nie musicie kupować ich hurtowo, to dyski nie są drogie. To tego typu narzędzie, które warto mieć jeśli zależy Wam na jakości, czasie i komforcie pracy. Poza tym warto pamiętać, że są różne rozmiary i kształty. Każdy ma swoje zastosowanie i nawet najwytrwalszy miłośnik recyklingu nie podrobi tej jakości. 

Szpulki – niezastąpione przy wyplataniu z koralikami. Możecie kombinować z zawijaniem nici na gazety i zapinanie ich wsuwkami, ale po zrobieniu trzeciej takiej bransoletki będziecie czuły lekką niechęć do całej techniki. Te małe sylikonowe cuda dostępne są w dwóch rozmiarach i nie są drogie, a bardzo usprawniają pracę.

A teraz ciężarek.  Nie upieram, że musicie to mieć – ewentualnie na druciku można zawiesić wszystko – klucze, długopisy, ciężkie szczypce. Ja kiedyś zawiesiłam nożyk introligatorski, bo był w metalowej oprawce (odradzam). Jednak plus ciężarków jest taki, że z jednej strony ma haczyk, a z drugiej spineczkę do chwycenia sznurków. Zawsze możecie go dodatkowo czymś obciążyć (haczyk w tym pomaga ) jeśli widzicie, że ciężar jest niewystarczający. 

akcesoria du kumihimo

Młynki do koralików

Nigdy nie były mi potrzebne, ponieważ niestety nie robiłam sznurów szydełkowo koralikowych. Ale przydatność i piękno młynka odkryłam w momencie, w którym poznałam kumihimo. Ok, nie nadaje się, do sekwencji, ale do mieszanych, kolorowych bransoletek i nawlekania koralików na osobne sznurki kumihimo jest idealny. A do tego prosty w obsłudze. Są różne rozmiary i materiały z których młynki są wykonane. Możecie zainwestować w nieco droższy i bardziej designerski (bo drewniany). Albo na początek wypróbować tańszą, plastikową mini wersję.  Nie zapomnijcie jednak o zakupie zaokrąglonej igły, bo bez niej nawet najcudowniejszy młynek do nawlekania koralików będzie bezużyteczny. Jak się go używa? Wysypuje się koraliki, nawleka igłę, zakręca i już działa. Pokażę Wam to na poniższym filmie :)

 Tace i maty do koralików.

Pamiętam moje koralikowe początki, kiedy wysypywałam koraliki na ręcznik papierowy, żeby nie toczyły się po stole. Jak za podkład służyły mi pokrywki z opakowań na buty. Nie było to super rozwiązanie, ale byłam wtedy totalnie początkująca i nie miałam pojęcia o istnieniu bardziej profesjonalnych cudów. Odkrycie mat do koralików wprowadziło mój warsztat w nową erę. Taką wiecie – mniej nerwową.  W końcu nawlekanie było łatwiejsze. Nic nie uciekało, nie spadało na ziemię a przy okazji mogłam sobie ładnie wszystko poukładać i zostawić na noc. Myślałam, że więcej szczęścia mi nie potrzeba. Do momentu, w którym nie wprowadził się do mnie kot. I zaczęło się chowanie wszystkiego. A przenoszenie samej maty do koralików, gdzie mam rozsypanych 10 kupek różnokolorowego toho do najłatwiejszych nie należy. Odkrycie tac, było dla mnie strzałem w 10. Nie tylko dlatego, że można w nie włożyć matę i potem bez problemu schować przed wścibskim okiem futrzaka. Ale też dlatego, że mogłam robić 3, 4 projekty nie musząc chować elementów. Taca z beadmisth jest duża i ma dopasowane do siebie maty. Nie trzeba nic przycinać, kombinować tylko po prostu używać. Poza tym (ale to już moje osobiste zboczenie) jesli lubicie robić zdjęcia w trakcie pracy i podsyłać je klientom, to bardzo ładnie się przentuje.

taca beadsmith

Bardzo pokochałam też wersję obszytą lnem. Kiedy szyję coś jedno za drugim – układam na niej gotowe prace. Tam czekają na zdjęcia. Jestem spokojna bo mam wszystko w jednym miejscu.  Ta taca, ma dla mnie jeszcze jedno zastosowanie. Czasem służy mi jako tło do zdjęć. Bardzo podoba mi się jej naturalna faktura, a także kolor. 

tacka do koralików

Wspaniałe (i z tego co widzę)  lubiane przez rękodzielników są też małe, trójkątne tacki. Niepozorne, a bardzo przydatne.  Szczególnie, kiedy robimy projekt z różnych kamieni i chcemy mieć je wszystkie ładnie widoczne i pogrupowane. Jeśli ktoś jest estetą i ceni sobie komfort pracy, to pokocha te niepozorne akcesoria.

tacki na drobne koraliki

Oczywiście nie mogłabym pominąć naszych wspomagaczy – czyli tacek do projektowania i tworzenia biżuterii, które są niezastąpione nie tylko w domu, ale szczególnie w podróży. Kiedy pociąg czasem szarpnie, samochód zahamuje, a kierowca autobusu przyspieszy. W podróż przyda się szczególnie ta zamykana. Dzięki niej schowacie koraliki w osobne przegródki, zmierzycie długość bransoletki, a także w przypadku nagłej zmiany trasy, po prostu zamkniecie i popędzicie dalej w świat.

rękodzielnik w podróży

Organizery

Komfort przy pracy i szybkość realizacji projektów to jedno, ale przecież gdzieś musimy trzymać te nasze koralikowe cuda i półfabrykaty. Oczywiście twórczy bałagan w pracowni jest jak najbardziej wskazany – szczególnie w momencie napadu szału twórczego. Jednak dobrze by było nie marnować czasu na szukanie bigla, lub pasujących kolorem koralików toho. Druty i szydełka też muszą mieć swoje miejsce, bo nic nie denerwuje bardziej niż pomysł, zakup odpowiedniej włóczki i nagle brak “akurat tego jednego” szydełka. O ile narzędzia można trzymać w przygotowanym do tego kubeczku, o tyle cała reszta powinna mieć swoje organizery. Dla mnie hitem są drobne buteleczki na koraliki toho. Ale nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez moich organizerów z przegródkami na wszelkiego typu  przydasie.  Możemy dopasować je rozmiarowo. Ja preferuję większe, ale w podróż zabieram zawsze jeden z mniejszych, który organizuję w zestawy, które wykorzystam do projektów. Jeśli macie ochotę poczytać o tym jak przechowywać półfabrykaty, to zapraszam do tego artykułu. Znajdziecie tam więcej inspiracji.

organizery na przydasie

Chociaż mogłabym jeszcze trochę powymyślać to wydaje mi się, że przytoczyłam te najważniejsze :) A jakie są Wasze ulubione artykuły, bez których nie umiecie funkcjonować? Ja osobiście nie chciałabym już żyć bez organizerów, mat, tacek, ciężarka do kumihimo i moich kolorowych szydełek :) A Wy?

Pozdrawiam Was cieplutko

Justyna z GithagoArt

Specjalnie dla Was utworzyliśmy grupę zrzeszającą pasjonatów rękodzieła. Do grupy należą zarówno osoby początkujące, jak i bardziej zaawansowane, również te, które tworzą dla Was kursy. To tutaj możesz pochwalić się swoimi projektami, zapytać o radę, wyjaśnić wątpliwości odnośnie kursów, zgłosić swoje propozycje kursów, a także nawiązać nowe znajomości, z ludźmi, którzy mają takie samo hobby jak Ty :). Zapraszamy! Do grupy możesz zapisać się tutaj.

Justyna Kąkol znana także jako GithagoArt. Miłośniczka kolorowych sznurków i dobrych kamieni. Wraz ze swoim czarnym jak noc kotem tworzy tutoriale poświęcone hand made i DIY. Ciągle wpada na nowe pomysły, które najbliższe otoczenie musi znosić i przyjmować z entuzjazmem. Trochę wiedźma, trochę dziecko kwiatów. Kocham to co robię i chcę zhandmadować świat :)