Social media – dumnie brzmiąca nazwa. Mówi się, że jeśli nie ma Cię na facebooku to nie istniejesz. Jeśli rozwijasz markę – to musisz być w internecie. Bez niego nie masz szans na sukces, bo nikt Cię nie znajdzie. Czy na pewno? Przecież jeszcze kilka lat temu firmy rozwijały się bez tego. No tak, ale jeszcze “kilka” lat temu nie mieliśmy komórek, a ludzie jakoś sobie radzili. Jednak w dzisiejszych czasach nie wystarczy zrobić zdjęcie i wrzucić go gdzie się da. Media społecznościowe rządzą się swoimi prawami i warto znać choćby podstawy żeby zacząć. Pogadajmy dzisiaj o rękodziele w internecie. Co robić, czego nie robić i jak pokazać markę od dobrej strony.

Żeby zacząć dokładnie – czym są te media społecznościowe.  Bardzo, bardzo skrótowo posłużę się definicją z wikipedii  :”określenie odnoszące się do ogólnie pojętego korzystania z internetowych i mobilnych technologii, by przekształcić komunikację w interaktywny dialog”. Domyślam się, że facebooka nie trzeba nikomu przedstawiać. Powstał by ułatwić komunikację między studentami, a teraz ułatwia kontakt pomiędzy ludźmi w każdym zakątku świata w którym jest łącze. Jeśli można o kimś powiedzieć “od zera do bohatera”, to Pan Zuckerberg wygrał internety (pomijam tu oczywiście kwestie potencjalnych kradzieży pomysłu itd. które podobno miały miejsce). Facebook w bardzo krótkim czasie stał się platformą biznesową. Nie tylko wprowadził tzw. fanpage – na którym od pewnego czasu możemy uruchomić swój sklep. Ale także płatne reklamy, które umożliwiają lepszą promocję i dotarcie do odpowiedniej grupy klientów. Można powiedzieć wiele i dobrego i złego na temat facebooka, ale mimo wszystko choć ludzie narzekają, to ciągle tam są. Jednak życie było by nudne gdyby chodziło tylko o tą jedną platformę. 

Mamy inne media społecznościowe, którym Warto się przyjrzeć. Choćby instagram, snapchat, twitter, youtube, ale także platformy takie jak pinterest, zszywka, stylowi itd. Każdy ma swój sposób funkcjonowania. Swoje plusy i minusy. Jednak łączy je jedno. Netykieta dla użytkowników. Są to zachowania, które mogą sprawić, że zostaniecie zbanowani (zablokowani) za nieprzestrzeganie zasad. Dlatego moja pierwsza porada – jeśli decydujecie się użytkować dane media to pokopcie w internecie i dowiedzcie się o nim jak najwięcej. Bo ja dzisiaj chciałabym skupić się bardziej na kwestii promowania, lub antypromowania marki. A nie na przepisach dotyczących samych mediów. Otóż co musimy ustalić jeśli chcemy promować rękodzieło w internecie:

KOMUNIKACJA

 Komunikacja to podstawa. W życiu realnym i internetowym. Żeby zareklamować swój produkt musimy go przedstawić. Określić grupę docelową do której się zwracamy. Czy kontaktujemy się bezpośrednio, czy zwracamy się przez “Ty”. Czy opowiadamy o procesie twórczym, albo streszczamy jakąś  historię. Sposobów komunikowania się jest tyle co ludzi, bo każdy ma swój własny. Jednak Ty mówiąc o swoim produkcie musisz się zastanowić. Bo to, że do swoich znajomych mówisz “misiaczki”, albo nadużywasz łaciny podwórkowej nie oznacza, że musisz się tym dzielić z klientami. Zawsze popatrz na swoją markę oczami osoby trzeciej. Zaplanuj co i do kogo chcesz powiedzieć.  Jeśli zwracasz się z produktem do młodych matek to zaczęcie od “elo elo laski” może nie być trafionym pomysłem. Zawsze kiedy opisuję swoją biżuterię, czy film staram się przekazać coś więcej niż “piękne kolczyki xyz. Kup a nie pożałujesz”. Lubię powiedzieć co mnie zainspirowało, do kogo by pasowały itd. Nie twierdzę, że to jedyny dobry sposób. Ale osobiście zawsze wybieram marki, które mają do powiedzenia coś więcej. Takie które same kochają swój produkt, które go noszą i chcą się nim dzielić. Jak dla mnie idealnym przykładem wspaniale prowadzonej komunikacji z klientami jest Joanka-z. Miałam okazję poznać ją na jednym z kiermaszy i zakochać się od pierwszego spojrzenia. Od tamtej pory obserwuję i stale się zachwycam jej pomysłami, zdjęciami i produktami.  

komunikacja w social media

ZDJĘCIA

Chciałam od tego zacząć, ale stwierdziłam, że nie zrzucę bomby na dzień dobry :) Tak wiem – zdjęcia to zmora. Okropny, wstrętny koszmar  rękodzielnika, spędzający sen z powiek i odbierający całą radość tworzenia. Wolimy rozbudować naszą pracę o milion procent niż ją skończyć i iść robić zdjęcia… Mam nadzieję, że się skrzywiłyście i stwierdziłyście, że wcale nie. A dla tych, które pomachały twierdząco głowami powiem – ej! To był tylko żart. A zdjęcia mogą być przyjemnością. Nie musicie od razu robić profesjonalnych packshotów. To czego potrzebujecie to ostre zdjęcie w dobrym świetle. Nie  musicie zatrudniać profesjonalnych fotografów (szczególnie na początku) nie potrzebujecie sprzętu za tzw. “milion monet”, ani lustrzanek z pełną klatką i obiektywami za kilka tysięcy. Jednak kilku wydatków nie da się uniknąć. 

rękodzieło jak fotografować

  • statyw – bez niego ciężko o nieporuszone zdjęcia. Możecie opierać ręce na blacie, a i tak przy klikaniu spustu migawki poruszycie aparatem. I niestety przy ustawieniach manualnych ten delikatny ruch będzie miał swoje konsekwencje. Nie musicie kupować drogich statywów jeśli fotografujecie w domu w którym nie wieje silny wiatr :D te najtańsze są nieco niestabilne, ale i tak lepsze niż ich brak. Fotografowanie telefonem nie zwalnia Was z tej zasady :)
  • tło– w internecie można znaleźć cudowne, profesjonalne tła do zdjęć. Jednak na początek może to być biała kartka papieru, lub tapeta z wzorem, który nie jest inwazyjny (np deski, marmur, pobielana cegła). Ja używam także blatu ze stołu, starych desek i paneli, które ostatnio dostałam od znajomej
  • światło. -mówi się, że światło dzienne jest najlepsze. I tak, coś w tym jest. Jeśli tylko nie postawicie waszego produktu w ostrym słońcu, macie okno przy którym z powodzeniem można postawić stolik i na nim eksponować biżuterię, to korzystajcie. Jednak to rozwiązanie ma jeden minus. Światło dzienne jest różne. Raz mocniejsze, raz słabsze. Co jeśli zaplanujecie sobie zdjęcia na niedzielę, a poranek przywita Was burzowo i pochmurnie? Trzeba sobie z tym jakoś radzić. Oczywiście jeśli akurat pogoda jest taka, że grzechem było by nie skorzystać to korzystajcie, ale jeśli aura straszy klęską fotograficzną musicie zainwestować w lampy. I tutaj możecie poczuć przepływającą wodę – bo to temat rzeka. Ile ludzi tyle wersji. Dlatego nie będę udawać eksperta i powiem to, czego się dowiedziałam i co testowałam sama przez lata. Dobrego oświetlenia nie kupicie w zwykłym budowlanym. Ok – może się trafić, ostatecznie czasem się zdarza. Nawet mnie się zdarzyło. Jednak np. na filmach zaczynało mrugać. Kiedy chcecie się uczyć angielskiego kupujecie książki. Kiedy chcecie robić lepsze zdjęcia – kupcie żarówki studyjne o temperaturze 5500k – czyli odpowiadającej światłu dziennemu. Są różne wielkości tych spiralnych cudowności. Ja mam te większe ponieważ używam ich na dużej powierzchni także do filmów. Zachęcam Was do eksperymentowania. Bo każdy musi znaleźć sobie swój sposób prezentowania biżuterii – jednak nie znajdziecie go, jeśli nie będziecie kombinować, szukać i testować. Możecie przejrzeć milion poradników i kursów, ale jeśli sami nie spróbujecie to nigdy się nie dowiecie, który sposób jest dla Was najlepszy.
  • namiot bezcieniowy – i wracamy tutaj do tematu światła, bo do takiego namiotu światło jest konieczne. Można kupić zrobiony set. Dostępne są nawet od 100 zł. Jednak nie sam namiot jest najważniejszy – tylko lampy. A w większości tych “tańszych rozwiązań” żarówki są…no, kiepskie. Nie mogą być dobre w takiej cenie. Dlatego zanim zainwestujecie w drogi, profesjonalny namiot. Zróbcie go sami. Za pomocą kartonu, białych kartek, lub białego papieru śniadaniowego i wymienionych przeze mnie wcześniej lamp. (Jeśli chcecie mogę jeszcze rozwinąć ten temat w najbliższym czasie)
  • kompozycja – o tej kapryśnej Pani też można mówić dużo. Ale też nie należę do ekspertów. Ciągle się uczę, zauważam nowe rzeczy i szukam ciekawych i swoich sposobów na pokazywanie produktów. Jeśli jednak interesuje Was proste, przejrzyste zdjęcie na białym tle to pamiętajcie o jednym – takie ujęcie jest idealne do pokazania koloru, urody, kształtu i szczegółów produktu. Jednak nie ma żadnego odniesienia co do jego wielkości. Kupiłam kiedyś maskotkę, która okazała się być wielkości zawieszki do breloczka. Jeśli robicie maskotki, biżuterię itd. To dobrze pokazać coś, co choć trochę uwydatni wielkość. Biżuterię łatwiej w ten sposób zaprezentować. Jednak większe formy są nie lada wyzwaniem. Pewnie myślicie sobie, że przecież wystarczy opis. Oczywiście opis to bardzo ważna rzecz, jednak kupujemy oczami i trzeba o tym pamiętać.
  • czym fotografować – tym co macie. Ja posiadam lustrzankę. Każdy fotograf patrząc na nią określiłby ją mianem ziemniaka, ale dla mnie jest wystarczająca. Do tego używam obiektywu nikkor 50mm f.1/8 z ubiegłego wieku. Bez autofocusa, ale bardzo go lubię. Natomiast często zdarza mi się robić zdjęcia komórką. Bo akurat aparat jest nienaładowany, albo nie mam go przy sobie. Jednak to co ważne i powtarzać będę do upadłego to ustawienia manualne. Korzystajcie z nich, kombinujcie. Szukajcie odpowiednich rozwiązań. Czytajcie o sprzęcie, który macie i nie idźcie na łatwiznę. Ja przyznaję się bez bicia – szłam na łatwiznę. Nie miałam pojęcia czym jest ISO, przesłona czy czas naświetlania. Jeśli też nie wiecie, to szukajcie. Fotografii da się nauczyć w przyjemny i rozwijający sposób. Nawet jeśli nie macie profesjonalnej lustrzanki, tylko telefon, albo cyfrówkę. Jeśli macie lustrzankę i odpowiedni obiektyw możecie cudownie wydobywać głebię ostrości. Ale jak widac po zdjęciach poniżej telefon też daje radę :) Umiecie wskazać które zdjęcia są telefonem a które aparatem?zdjęcia produktowe telefonem

CZAS PUBLIKACJI

Na to nie mam dobrej porady. Bo ilu odbiorców tylu wersji. Zauważyłam, że moja grupa docelowa najczęściej aktywna jest w godzinach wieczornych. Ale np. z obserwacji “mamowych” podobno najlepsze są poranki :) Pamiętaj, że rękodzieła w internecie jest bardzo dużo. Może warto poskakać po stronach bliskoznacznych z Twoją i sprawdzić w jakich godzinach są publikowane posty?

GDZIE I JAK?

  • facebook – jednak w wypadku tego popularnego potwora darujcie sobie publikowanie na profilu prywatnym. Oczywiście udostępniajcie Waszym znajomym prace, które wykonaliście – bo to też Wasi potencjalni klienci. Ale bez fanpage się nie obędzie. Na swoim prywatnym profilu możecie wrzucać zdjęcia bliskich, poglądy polityczne, rocznice małżeńskie, ślub córki itd. Jednak o ile nie prowadzicie bloga lifestylowego, to taki ekshibicjonizm może Wam zaszkodzić. Na fanpegu też możecie się pochwalić jakimiś wydarzeniami. Ale macie nad nim pełną kontrolę. Znajomi nie zrobią Wam psikusa i nie oznaczą na kompromitujących zdjęciach. Poza tym to jednak fanpage – możecie go promować, wykupić reklamę, założyć sklep (nawet jeśli nie posiadacie domeny) i sprawdzać statystyki. A to ma ogromne znaczenie. Pamiętajcie, że od pewnego czasu facebook nie lubi długich komunikatów. Nie lubi też słów zachęcających do pustego lajkowania. Lubi za to dyskusje i tematy, które do niej zachęcają.
  • instagram – ostatnio bardzo na topie, szczególnie po zmianie algorytmów facebooka. Jest to aplikacja mobilna. Zdjęcia wrzuca się bezpośrednio z telefonu. Posiada filtry, które mogą upiększyć zdjęcie – jednak pamiętajcie, że tego typu narzędzia mogą zakłamać kolory. To co jest fajne w instagramie to możliwość trafiania w odbiorcę za pomocą # – hasztagów. Jednak musicie uważać, niektóre z nich są absolutnie zabronione i łatwo zarobić za nie bana. Jeśli jesteście ciekawi jakie hasztagi sa potencjalnym zagrożeniem wejdźcie na dommarketingu.  Ostrzegam, że możecie się nieco zdziwić.  Nic mnie tak nie zdziwiło jak zakazane hasztagi:  books, easter czy woman. Następne o czym chcę wspomnieć to styl zdjęć. Ujednolicenie swojego konta to trudne zadanie. Ale czy serio warto ujednolicać? Nasze hobby jest kolorowe. Mamy pokazać produkt, a nie eksponować zdolności stworzenia jednostajnego/jednokolorowego instagrama. Często trafiam na konta, gdzie królują beże i róże z dodatkem szarości i czasem złota, czy srebra. Są to przepiękne zdjęcia. Często flatlaye, a ich zrobienie i zaplanowanie wymaga ogromu pracy. Jednak przyznam szczerze, że czasami są dla mnie zbyt wymuskane i przez to tracą na realności. Chociaż przyznaję, że mam kilka swoich ulubionych, które uważam za niebanalne. Musicie sami zdecydować w którą stronę chcecie iść. Warto testować nowe rozwiązania. Bez tego możecie jedynie wiecznie się inspirować.  W rezultacie zaczniecie kopiować czyjeś pomysły. a to jest totalnie bez sensu. Myślałam kiedyś o zrobieniu takiego ujednoliconego konta. Żeby tak wybrać kilka kolorów i na nich opierać kompozycje. Ale ja kocham kolory, one dają mi energię. W nich szukam inspiracji więc nie było by to ani szczere, ani prawdziwe.

  • youtube – mówi się, że to medium dla odważnych. Nie do końca się zgadzam. Ja nie byłam odważna :) miałam pomysł i zapaleńca z kamerami, który go podchwycił. Nie miałam wtedy pojęcia o aparatach, kamerach, youtubie, pozycjonowaniu, tagowaniu, odpowiednim opisywaniu itd. Na moje pierwsze filmy patrzę z przymrużeniem oka i z trwogą myśląc o tych 200 000, którzy je zobaczyli. Ale mimo wszystko lubię je, bo dzięki nim się rozwinęłam. Polubiłam tworzenie tutoriali, poznałam trochę realizację od strony “kuchni” i znalazłam dla siebie miejsce. Nie musicie pokazywać twarzy, ani robić tutoriali. Możecie robić krótkie filmiki ze swoimi dziełami z ładną muzyką w tle. Zawsze to dodatkowe źródło pokazania swojej twórczości i świetny trening dla nas. Poznanie nowego medium jest zawsze wyzwaniem, a kiedy odbiorców przybywa to dostaje się przemiłych endorfinek.
  • te trzy znam najlepiej. Oczywiście jest tego więcej. Możecie się także zainteresować snapchatem i tweeterem. Jednak za mało o nich wiem, żeby się popisywać :) dlatego zostawię to dla Was
  • Pinterest – ocean diy, morze handmadu, rzeka pomysłów. Słowem- mekka rękodzielników. Tam też dodawajcie swoje prace i pomysły. oczywiście pływa tam miliony rybek. Ale zawsze jest szansa, że ktoś natrafi na waszą :) jednak tutaj także obowiązuje zasada – dobrych zdjęć i opisów. Od tego nie uciekniecie.
  • WordPress, blogger – czyli własne podwórko. Możecie tam pisać, wrzucać zdjęcia i filmy. Jest świetnym uzupełnieniem tego co robicie. Przyznaję, że zrobienie mojej strony zleciłam profesjonaliście. Jednak prowadzę ją sama. Wcześniej miałam bloga na blogerze. I jeśli boicie się programowania i stwierdzacie, że wordpress to jeszcze nie dla Was, polecam Wam wypróbowanie bloggera. Jeśli ja 8 lat temu z wiedzą wielkości małej, niedojedzonej pchełki dałam radę – to Wy tym bardziej. Jeśli się Wam nie spodoba i szkoda będzie czasu, to możecie to olać i zostać przy sprawdzonych platformach.

CO SPRAWI, ŻE OD WAS UCIEKNĄ? CZYLI JAK NIE PROMOWAĆ RĘKODZIEŁA W INTERNECIE?

  • spam, spam, spam wszędzie spam. To wspaniale jeśli zrobicie przepiękną pracę. Jednak udostępnienie jej na wszystkich możliwych grupach rękodzielniczych – w tym samym czasie, z tym samym tekstem – nie jest dobrym pomysłem. Pomijając już fakt, że też możecie dostać za to bloka -jest to po prostu denerwujące. 
  •  pojawianie się na fp innych rękodzielników i pisanie czegoś w stylu “ojej jakie ładne – też takie robię, zapraszam do siebie”. Jest bardzo nie na miejscu. To takie nachalne wciskanie się nie swojemu klientowi. Zapewne nie lubicie, kiedy ktoś zaczepia Was na ulicy i próbuje nachalnie sprzedać rzecz, której nie potrzebujecie. nikt tego nie lubi. Także nie bądźcie takimi osobami w internecie.jak nie reklamować rękodzieła
  • kiepskie zdjęcia – wiem uparłam się. Ale nawet najpiękniejszy produkt nie obroni się jeśli zdjęcie będzie nieostre, brudne i nijakie.  Często teraz widuję kolarze zrobione ze zdjęć swoich, plus jakaś stylizacja. No i właśnie ta “jakaś stylizacja” to jest zazwyczaj czyjeś zdjęcie wykorzystane bez zgody autora. Pamiętajcie, że własność intelektualna jest chroniona prawnie. Ktoś może sobie nie życzyć, żeby jego praca była tematem promocji Waszej marki. 
  • komentowanie jakości, ceny, czy sposobu wykonania konkurencji. To po prostu nie wypada i źle o Was świadczy. Oczywiście możecie się czepiać jako potencjalny klient. Ale bądźcie ostrożni jeśli temat dotyczy technik, które sami robicie. Bo wyjdzie z was mały, zaborczy chochlik. A tego nie chcemy.

Czy musimy promować się w internecie? Hmm. Osobiście nie wyobrażam sobie już funkcjonowania bez mojego kanału, fp i instagrama, którym przecież kiedyś gardziłam. Ale, kiedy jeździłam na kiermasze – poznawałam osoby, które uważały że wrzucanie zdjęć do sieci  sprawia, że są kopiowane i że wolą bezpośredni kontakt  z klientem.  Każdy musi znaleźć swoją niszę. Aczkolwiek wydaje mi się, że social media ułatwiają kontakt biznesowy i warto się nad tym zastanowić. Chciałabym jeszcze nadmienić, że ten tekst chociaż jest przeraźliwie długi – jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Chciałam zwrócić Wam uwagę, że w dzisiejszych czasach, żeby promować markę rękodzielniczą w internecie trzeba troszkę przysiąść i się zastanowić. Ale efekty są tego warte. Każda zmiana na lepsze, każdy mały punkcik rozwoju jest dla nas ważny i prowadzi do celu. Także jeśli chcecie promować swoje rękodzieło w social media, to stoją przed Wami otworem :) skorzystajcie :) Macie już swoje fanpage, lub rękodzielnicze konta na instagramie? Pochwalcie się w komentarzu.

Pozdrawiam Was serdecznie

Justyna z GithagoArt

Specjalnie dla Was utworzyliśmy grupę zrzeszającą pasjonatów rękodzieła. Do grupy należą zarówno osoby początkujące, jak i bardziej zaawansowane, również te, które tworzą dla Was kursy. To tutaj możesz pochwalić się swoimi projektami, zapytać o radę, wyjaśnić wątpliwości odnośnie kursów, zgłosić swoje propozycje kursów, a także nawiązać nowe znajomości, z ludźmi, którzy mają takie samo hobby jak Ty :). Zapraszamy! Do grupy możesz zapisać się tutaj.

Justyna Kąkol znana także jako GithagoArt. Miłośniczka kolorowych sznurków i dobrych kamieni. Wraz ze swoim czarnym jak noc kotem tworzy tutoriale poświęcone hand made i DIY. Ciągle wpada na nowe pomysły, które najbliższe otoczenie musi znosić i przyjmować z entuzjazmem. Trochę wiedźma, trochę dziecko kwiatów. Kocham to co robię i chcę zhandmadować świat :)