Witam Was w Nowym Roku 2018. Czy czujecie już, że się zaczął? Wróciliście do domów z urlopów? Poszliscie dzisiaj do pracy i macie wrażenie, że coś jest jakby inne? I nie mówię tylko o tym, że dni znowu się wydłużają. Jestem gorąca fanką Ani z Zielonego Wzgórza, która twierdziła, że jutro jest zawsze nowe i świeże od błędów. Mimo że kocham to stwierdzenie nie zawsze jestem w stanie się nim kierować. Natomiast jeśli chodzi o początek Nowego Roku to każdego stycznia czuję jakąś taką nadzieję i podekscytowanie. Nigdy nie robiłam sobie listy postanowień. Zawsze uważałam, że takie rzeczy nie działają. Moje myślenie zmieniło się wraz z założeniem działalności. Wiadomo, że takie wydarzenie zmieniło wiele, ale nauczyło mnie też planowania i obiecywania sobie pewnych rzeczy. Chociaż trochę to trwało. Porozmawiajmy dzisiaj o postanowieniach noworocznych rękodzielnika.

Jak to się zaczęło u mnie? Pamiętam, że żegnaliśmy Stary Rok z przyjaciółmi, a ja o 24 myślałam tylko o „niech się uda”, „obym miała więcej odwagi” “potrzebuję cudu”. Następnego roku stałam dokładnie w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi i myślałam o tym, że jestem na dobrej drodze, ale muszę robić coś więcej. “Niech się wydarzy coś dobrego, co mnie naprowadzi. A ja obiecuję że się lepiej zorganizuję.” I to właśnie było moje pierwsze w życiu postanowienie noworoczne. Z perspektywy czasu wiem, że było to życzenie. Założyłam, że coś zmienię jak znajdę magiczny znak… Nie znalazłam go, ale miałam całe szczęście cały styczeń żeby przemyśleć  czego chcę i rozrysować pierwsze kroki, które mnie poprowadzą.   Musicie zapamiętać, że postanowienia to nie życzenia. A pomiędzy przykładowym „chciałabym schudnąć” a „schudnę 6 kg do lata” jest różnica.” Postawienie sobie wytycznych jest dobre. Dają nam siłę i wytrwałość, oraz przypominają o celu.

U mnie postanowienia tworzą się cały styczeń. Dlaczego? Nie dlatego, że mam listę na pół metra i tak sobie wypisuję, wieszam na ścianie, a potem czekam aż porośnie kurzem żeby nie czuć wrzutów sumienia. Tylko dlatego, ze stawiam sobie ich niewiele, za to cały styczeń poświęcam na dopracowanie kroków, które doprowadzą mnie do celu. I choć dzisiaj chciałam Wam podać przykładowe postanowienia dla rękodzielników, to zasada jest taka sama dla każdej dziedziny życia. 

postanowienia noworoczne rękodzielnika

 

Ok no to zaczynamy. Przytoczę Wam kilka, a Wy zastanówcie się czy którykolwiek Wam się przyda.

1. Zacznę wykorzystywać to co mam

Najgorsze postanowienie świata dla rękodzielnika. Nie wiem jak u Was, ale u mnie mózg od razu się broni. „Jak to? Przecież tak się nie da! Zawsze czegoś brakuje”. Oczywiście jeśli mamy klienta, który chce konkretnej rzeczy, to musimy ją zamówić, bo przecież,  nie powiemy mu „Pani, ale ja tego nie mam, może być coś zamiennego?”. Ale są sytuacje, w których po prostu sobie szyjecie. Macie pomysł na biżuterię i wymyślacie sobie co by tu kupić, żeby to zrealizować. Zakupy są super, ale bywa tak, że przez ciągłą potrzebę kupowania nowych przydasi już sami nie wiemy co mamy w warsztacie. A potem znajdujemy pełno świetnych perełek i plujemy sobie w brodę, że o nich zapomnieliśmy. Ja postanowiłam sobie, że raz w tygodniu szyję projekt z koralików, które już mam. Przygotowuję sobie główną bazę, albo kolory sznurków pod koniec tygodnia i mam całe 7 dni żeby je ruszyć. Wydaje się proste nie? Otóż na początku wcale nie jest. Natomiast po kilku miesiącach udało mi się stworzyć sporo świetnych prac z kamieniami „na potem”. W tym roku postanowiłam zwiększyć takie tworzenie do 2 prac w tygodniu. Mam ogromną satysfakcję, kiedy widzę, że pojawia się miejsce na nowe półfabrykaty. A do tego skończyłam z wymówkami pt „nie mam z czego szyć”. Bo mam. Wiadomo – dalej chcę kupować ogrom nowych rzeczy, ale przez to, że wykorzystuję stare mam miejsce i możliwości by kupować nowe. Poza tym to nie jest tak, że trzeba czekać aż na dany kamień zrodzi się pomysł. Pomysły macie w głowie, trzeba je tylko czasem uaktywnić. Mnie niektórych kamieni „było szkoda”. Uważałam ze są tak piękne, ze muszą jeszcze swoje odleżeć zanim wpadnę na to jak je wykorzystywać. Ale nic bardziej mylnego. Bo im więcej się takich zbiera tym bardziej zapominacie o „tych wybitnych”.

Znajdźcie potencjał w tym co macie, bo skoro wpadło Wam do koszyka to znaczy że w momencie zakupu już mieliście na to pomysł 😊

postanowienia noworoczne rekodzielnika

 

2. Nie będę szukać wymówek, tylko rozwiązań.

To akurat najważniejsze postanowienie nie tylko rękodzielnicze. Miałam tendencję do przesuwania niektórych rzeczy na potem. I nawet jeśli czułam wyrzuty sumienia, to zawsze działo się to przez jakieś wydarzenie, które zmniejszało te wyrzuty. Jestem obowiązkowa, ale miałam też tendencje do słomianego zapału. Aż pewna osoba powiedziała mi że to jest wybitnie nieprofesjonalna i niefajna cecha. I że mam tendencję do usprawiedliwiania swoich braków. Oj zabolało wtedy. I jestem do tej pory wdzięczna za wyjaskrawienie tej cechy, bo od tamtej pory zaczęłam się lepiej organizować. Oczywiście nie każę Wam byście stali się cyborgami. Niektórych rzeczy nie jesteście w stanie przewidzieć. Ale planowanie kroków bardzo ułatwia pewne zadania. Nie tylko w strefie domowej, czy pracy, ale też rękodzielniczej. Bywają takie dni, kiedy nie wiem w co ręce włożyć, ale to dlatego, że nie jestem jeszcze mistrzem planowania. Natomiast nie biegam już jak zestresowany jamnik od ściany do ściany. Tylko staram się rozplanować wszystko tak, żeby nie było opóźnień lub żeby je zminimalizować.

Zanim obiecam coś klientce sprawdzę dokładnie kalendarz i zadania zaplanowane na konkretny tydzień czy miesiąc. Bywa tak, że wstaję rano patrzę w kalendarz i widzę, że na dzisiaj mam kręcenie tutorialu. A wiecie że są dni, kiedy po prostu się nie da. Kiedy twarz nie współgra z aparatem i ma się ochotę wziąć kocyk i schować się z nim w 4 ścianach. Wtedy patrze na swój planer i zastanawiam się czy da się coś pozamieniać tak, żebym nie straciła czasu, nie zawaliła planów, ale jednocześnie czuła się dobrze ze swoją pracą. Kiedyś po prostu brałam ten kocyk a 3 dni później znowu byłam zdenerwowanym jamnikiem.

Nie zobaczycie tego od razu. Planowania uczy się bardzo długo. I na początku wymaga od nas ogromnego nakładu siły i popisania się twardym charakterem. Jednak dzięki temu, że przestaniecie się zasłaniać wymówkami łatwiej Wam będzie znaleźć rozwiązania także w czasie kryzysu, kiedy coś niespodziewanie wypadnie. Może to takie postanowienie bardziej dla przedsiębiorców zajmujących się sprzedażą swoich dzieł. Ale wydaje mi się, że równie mocno przyda się hobbystom, którzy muszą pogodzić dom, pracę i hobby. Jesteśmy ludźmi, zawsze znajdziemy wymówkę choćby najgłupszą. A następnego dnia będziemy na siebie źli. Szukanie rozwiązań jest trudniejsze, ale daje ogrom satysfakcji. Osobiście na mnie działają miłe formy przekazu. Tworzę sobie motywujące karteczki, wpisuję w kalendarz miłe komunikaty zamiast suchych zdań. Każdy ma swój sposób – to postanowienie polega na jego znalezieniu.

3. Poprawię jakość zdjęć.

Bardzo ważne postanowienie dla każdego kto zajmuje się rękodziełem. Nawet dla tych, którzy robią super zdjęcia. Dlaczego? Bo zawsze znajdzie się coś co sprawi, że mogą być lepsze, albo inne. Myślałam, że robię dobre zdjęcia. Do momentu przełomowego, kiedy to usłyszałam, że zdjęcia są nieostre i jakieś takie ciemne. Nie znam się na fotografii. Ale to nie powód, żeby się schować pod łóżkiem i obrazić na cały świat. Zamiast tego podniosłam gardę i zaczęłam pytać. O oświetlenie, obiektywy, aparaty. Nie mówię, że teraz nagle macie biec do sklepu i kupić sobie nowy sprzęt. Są różne sposoby na poprawienie jakości także w domowych warunkach. Jednak jest to praca, której nikt za Was nie zrobi. Możecie zwalić kiepską jakość na kiepski sprzęt, lub złą pogodę. Ale prawda taka, że to znowu kolejna wymówka.  W domowym zaciszu z pudełka i białej kalki możecie zbudować DIY namiot bezcieniowy. Jeśli zainwestujecie w odpowiednie żarówki a do świnki skarbonki będziecie odkładać na lepszy sprzęt to wiele się zmieni. Pomyślcie że to jest postanowienie roczne. Nie na miesiąc. Możecie sobie rozpisać na cały rok pomysły co wypróbować i jak rozplanować poprawę jakości zdjęć. A może nie sprzęt jest problemem tylko nieumiejętne stosowanie? Albo niespójna kompozycja? Może zamiast tła w formie ręcznika poszukać kawałka tapety? Albo jasnych paneli?

Tego jak robić zdjęcia uczymy się ciągle, bo zmieniają się trendy i sprzęty. Grunt to pamiętać, że trzeba poświęcić temu czas i uwagę. Kiedyś robiłam zdjęcia na kolanie i wydawało mi się, że są spoko, bo zrobiłam je szybko i mogę ich wrzucić dużo. Ale w naszym hobby jest trochę tak, że na kiepskim zdjęciu biżuteria – choćby była przepiękna będzie wyglądała źle.

Obecnie poświęcam bardzo dużo czasu na kompozycje zdjęć. Wyznaczam sobie w moim planerze dzień na fotki. Zbieram wszystkie „dodatki” , które chciałabym żeby weszły w kompozycję i próbuję z różnymi kombinacjami. Daje mi to nie tylko satysfakcję, ale przy okazji niezłą zabawę. Bo nie czuję już tej presji czasu, że ma być dużo i szybko. Jedno dobre ujęcie mówi więcej o produkcie i twórcy niż kilka słabych zdjęć z różnych perspektyw.

4. Pozwolę sobie na błędy, dzięki którym się rozwinę.

Zasada po nitce do kłębka jest sprawdzoną i dobrą techniką

Jak dla mnie to takie trochę clue wszelkich postanowień. Nie nauczymy się niczego, jeśli nie pozwolimy sobie na popełnianie błędów i ich naprawianie. To było dla mnie najtrudniejsze. Przyznanie, że nie jestem alfą i omegą. Że jest wiele dziedzin na których się nie znam i zamiast marnować czas na samodzielne szukanie mogę kogoś poprosić o pomoc. Może i się rypnę w instrukcjach raz czy dwa, ale za trzecim razem się uda. Sutasz był dla mnie techniką, która początkowo szła mi bardzo ciężko. Z perspektywy czasu wiem, że wynikało to z mojej chęci bycia idealnym w technice o której nic nie wiem. Zamiast dać sobie czas i poprawiać błędy tworzyłam nowe. Dopiero w momencie, kiedy przyjrzałam się pracom innych, a potem swoim stwierdziłam, ze może i mam potencjał, ale musze to zrobić wolniej i z rozmysłem. Zaczęłam na nowo się uczyć. Od małych form, po większe i dużo ładniejsze. To tyczy się wszystkiego.  Ważne jest żeby się nie irytować, kiedy coś się nie sprawdza. Zamiast tego szukacie rozwiązania błędu i uczycie się na nowo. Nie rzucajcie czymś tylko dlatego że na początku nie wyszło. Każde odkrycie, każdy genialny umysł musiał najpierw „zmarnować” trochę czasu. Czas spędzony na nauce nigdy nie jest czasem zmarnowanym. Zamiast robić sobie wyrzuty, że coś nie poszło, popracujcie nad drogą którą do tego doszliście. Znajdźcie błąd i go skorygujcie. A potem będziecie mogli się chwalić że przeszliście kolejny krok do doskonałości.

postanowienia noworoczne

5. Nauczę się nowej techniki.

Ale tak prawdziwie się nauczę. Od podstaw. Nie na wariata. Zaplanuję cały proces, żeby nie zmarnować góry złotych monet, ani nie zwariować i żeby przede wszystkim nie znienawidzić tej techniki od pierwszego dzień dobry.

Nauka nowego rękodzieła to sama przyjemność, jeśli podchodzi się do tego z głową. Zanim wskoczymy do głębokiej wody przydatnych rzeczy pooglądajmy prace, poszukajmy tutoriali i poradźmy się osób, które już tą technikę opanowały. Szkoda naszego czasu i pieniędzy na bieganie po omacku po labiryncie półfabrykatów. Przy okazji dzięki takiemu działaniu już na wstępie będziecie myśleć co chcecie stworzyć, a Wasze tworzenie będzie skazane na sukces. Dajcie sobie czas i możliwość żeby się powoli i stopniowo zakochać, to dana technika zostanie z Wami na zawsze, a nie wyleci przez balkon po pierwszych nieudanych próbach. Nie wierzysz? Zajrzyj w nasze poradniki 😊 Poprowadzimy Cię. Nie mamy techniki, która Cię interesuje? To nic 😊 mamy grupę, a na niej wiele cudownych kobiet, które dzielą się doświadczeniem i wiedzą. Twoim zadaniem jest tylko pamiętanie o tym, ze nie od razu Rzym zbudowano, ale szybko go spalono. Nie bądź jak Rzym. Wykorzystaj swój potencjał.

postanowienia noworoczne rękodzielnika

6. Nie będę się wkurzać na rzeczy na które nie mam wpływu.

Najtrudniejsze postanowienie świata. Dotyczące rękodzieła i życia. Wiecie może to śmieszne, ale u mnie to postanowienie zrodziło się z przykrego zajścia na jednym z kiermaszy, kiedy to pewna Pani wzięła do ręki moją broszkę, zapytała o cenę a po jej usłyszeniu rzuciła nią i powiedziała, ze chyba zwariowałam. Strasznie mnie to zasmuciło i trochę odebrało wiarę w siebie. A potem poszłam do sklepu kupić buty. Te które chciałam były dla mnie stanowczo za drogie, więc wybrałam inne. Także ładne. Wyszłam ze sklepu i wiecie co? Pomyślałam sobie że za rok odłozę tyle żeby kupić sobie wymarzone szpilki, a nie takie na które akurat będzie mnie stać. Ani przez sekundę nie pomyślałam żeby przywalić sprzedawcy, albo żeby napisać do producenta, ze chyba się nie wyspał, albo powinien się przebadać z tymi cenami. Dotarło do mnie po prostu że na taką usługę mnie nie stać i muszę zrobić coś żeby to zmienić. I wierzcie mi zmieniło to całe moje podejście do sprzedaży swoich produktów. Dotarło do mnie że nie mam wpływu na czyjś zasób portfela. Nie musi mi być przykro, że ktoś uważa że moje produkty są za drogie. Nie wkurzam się już na stanie w korkach i kolejkach. Zawsze miałam wrażenie, ze marnuję przez to dużo czasu. Ale nie. Po prostu staram się wyjść wcześniej. Nie drażni mnie już to, że ktoś był dla mnie niemiły jeśli prawdopodobnie nigdy więcej tej osoby nie zobaczę. Nie pozwalam sobie na psucie nastroju, tylko dlatego, że ktoś postanowił być życiowym Grinchem. Dało mi to nową świeżość tworzenia. Pozwoliło oderwać od negatywnych emocji i spojrzeć na swoje rękodzieło i działania z dystansem. Liczę się z opinią osób, które wnoszą w moje życie coś dobrego. Które dzielą się doświadczeniem i dobrymi radami. Żadna z takich osób nie nazwała mnie wariatką, co najwyżej osobą pozytywnie zwariowaną. Co mnie niesamowicie cieszy. Dlatego choć to postanowienie jest na ostatnim miejscu mojej listy, to wydaje mi się warte do przemyślenia i zastosowania. W każdej dziedzinie życia.

Może dziwicie się, że wypisałam tylko 6 postanowień. Jest ich niewiele, ale wdrożenie choćby dwóch będzie mega sukcesem. Każde z nich wymaga:

– zmiany myślenia

– ogarnięcia siebie i czasu, który mamy

– narzucenia mniejszej bądź większej dyscypliny

– nauki planowania

– konsekwencji w działaniu

Dlatego właśnie zwróciłam uwagę, że postanowienia noworoczne nie mogą być życzeniami. Niestety mamy bardzo małe szanse na wróżkę, która przyfrunie, machnie różdżką i sprawi, ze życie będzie piękne. Ale zamiast tego mamy siebie, swoich bliskich i charaktery, które odpowiednio zmotywowane pozwolą nam osiągnąć cel. I wtedy żadna wróżka nie będzie nam potrzebna. Pamiętajcie, ze sami dokonujecie magii w swoim życiu. Tylko Wy możecie je odpowiednio zaczarować i doprawić.

Jakie są wasze postanowienia noworoczne? Macie jakieś? Wymyśliliście swoje? Czy wykorzystacie któreś z moich? Dajcie znać w komentarzach.

Pozdrawiam serdecznie :)

Justyna

grupa pasart

Specjalnie dla Was utworzyliśmy grupę zrzeszającą pasjonatów rękodzieła. Do grupy należą zarówno osoby początkujące, jak i bardziej zaawansowane, również te, które tworzą dla Was kursy. To tutaj możesz pochwalić się swoimi projektami, zapytać o radę, wyjaśnić wątpliwości odnośnie kursów, zgłosić swoje propozycje kursów, a także nawiązać nowe znajomości, z ludźmi, którzy mają takie samo hobby jak Ty :). Zapraszamy! Do grupy możesz zapisać się tutaj.

Justyna Kąkol znana także jako GithagoArt. Miłośniczka kolorowych sznurków i dobrych kamieni. Wraz ze swoim czarnym jak noc kotem tworzy tutoriale poświęcone hand made i DIY. Ciągle wpada na nowe pomysły, które najbliższe otoczenie musi znosić i przyjmować z entuzjazmem. Trochę wiedźma, trochę dziecko kwiatów. Kocham to co robię i chcę zhandmadować świat :)